Jednym z czynników, który dość mocno powstrzymywał mnie przed powrotem na blogspot była wizja utraty archiwum albo ręcznego przeklejania postów. Choć Wordpress oferuje całkiem niezłe opcje eksportu i importu, o tyle blogger niestety importować postów z Wordpressa nie potrafi.
Na szczęście, znalazłem bardzo przyjemny programik napisany w pythonie, który całą operacje pozwala przeprowadzić bezboleśnie spod konsoli: wordpress2blogger. Użycie jest bardzo proste: w pliku źródłowym ustawiamy dane swojego konta góglowego, wordpressowego oraz ile postów chcemy przenieść, po czym uruchamiamy skrypt.
3.3.07
Dlaczego zrezygnowałem z Wordpressa?
Powodów było kilka.
Po pierwsze, wordpressowy interfejs edytowania nowego wpisu zaczął się sypać po apgrejdowaniu fajerfoksa do wersji 2.0.0.2. Pod epiphany chodzi jeszcze jako tako, pod Operą -- bardzo jako tako (źle łamie wiersze...), no a pod fajerfoksem nie da się zalogować. Konquerora nie będę włączał aby móc utworzyć nowy wpis, oj nie.
Po drugie, wordpress zaczął ostatnio być niemiły. Zaczęło się od tego, że zaczęli chcieć $20 za edytowanie css-u skórki (nie na zawsze, a tylko przez rok). Ja rozumiem (i poniekąd cenię), że ludzie od wordpressa chcą zarobić na swoim produkcie, ale:
Po trzecie, wszystkie powody, dla których w czerwcu zeszłego roku przesiadłem się na wordpressa przestały być aktualne. Tagi są już dostępne na Bloggerze i dość mocno poprawiła się stabilność edytora.
Po czwarte, blogger ma sporo zalet w stosunku do wordpressa. Wspomnę tylko o dwóch: dużo większej kontroli nad wyglądem skórki i układem prezentacji informacji oraz możliwości dowolnego edytowania kodu strony (co pozwala dołączyć kod analytics czy też nawet AdSense). Poza tym, Blogger wydaje się w tej chwili o wiele intensywniej rozwijać od Wordpressa, który ostatnimi czasy pogrążył się chyba w lekkiej stagnacji (a przynajmniej jego darmowa wersja).
Po pierwsze, wordpressowy interfejs edytowania nowego wpisu zaczął się sypać po apgrejdowaniu fajerfoksa do wersji 2.0.0.2. Pod epiphany chodzi jeszcze jako tako, pod Operą -- bardzo jako tako (źle łamie wiersze...), no a pod fajerfoksem nie da się zalogować. Konquerora nie będę włączał aby móc utworzyć nowy wpis, oj nie.
Po drugie, wordpress zaczął ostatnio być niemiły. Zaczęło się od tego, że zaczęli chcieć $20 za edytowanie css-u skórki (nie na zawsze, a tylko przez rok). Ja rozumiem (i poniekąd cenię), że ludzie od wordpressa chcą zarobić na swoim produkcie, ale:
- Deklarowali na początku, że blogi na ich serwerze są za darmo i pozostaną za darmo
- Jeżeli bym miał za coś zapłacić, musiałaby to być jakaś nowa funkcjonalność, niedostępna na innych serwerach i co do której bym czuł, że w jej stworzenie trzeba było zainwestować trochę wysiłku. Edycja css-a taka nie jest.
Po trzecie, wszystkie powody, dla których w czerwcu zeszłego roku przesiadłem się na wordpressa przestały być aktualne. Tagi są już dostępne na Bloggerze i dość mocno poprawiła się stabilność edytora.
Po czwarte, blogger ma sporo zalet w stosunku do wordpressa. Wspomnę tylko o dwóch: dużo większej kontroli nad wyglądem skórki i układem prezentacji informacji oraz możliwości dowolnego edytowania kodu strony (co pozwala dołączyć kod analytics czy też nawet AdSense). Poza tym, Blogger wydaje się w tej chwili o wiele intensywniej rozwijać od Wordpressa, który ostatnimi czasy pogrążył się chyba w lekkiej stagnacji (a przynajmniej jego darmowa wersja).
2.3.07
Niderlandzka język bardzo trudna język
Ostatnio na pewnym (anglojęzycznym) seminarium przydarzyła mi się następująca sytuacja: prowadzący zapytał, czy ktoś ma jakieś pytanie, na co jeden z uczestników zadał pytanie. Po niderlandzku. Było to ekstremalnie dziwne, ponieważ (a) jak już wspomniałem, językiem wykładowym był angielski (b) Flamandzi generalnie bardzo dobrze mówią po angielsku. Ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu, moje (poprzednie) zdziwienie podzielał prowadzący. Co więcej, on również zdawał się nie rozumieć pytania (a był Flamandem, więc wszystko wskazywało na to, że co jak co, ale po niderlandzku zrozumieć powinien).
Wtedy student pytanie powtórzył, powoli i (w swoim mniemaniu) wyraźnie, i zagadka się wyjaśniła. Wcale nie mówił po niderlandzku.Mówił po angielsku, ale za to z bardzo mocnym niemiecki akcentem.
Wtedy student pytanie powtórzył, powoli i (w swoim mniemaniu) wyraźnie, i zagadka się wyjaśniła. Wcale nie mówił po niderlandzku.Mówił po angielsku, ale za to z bardzo mocnym niemiecki akcentem.
Etykiety:
Leuven,
lingwistyka,
nederlands,
Ogólne
21.2.07
Long time, no see (bo sesja była)
Tak, zaniedbanie bloga to rzecz karygodna -- nie wolno robić przykrości wiernym Czytelnikom. Z drugiej jednak strony, jeżeli Czytelnik czuje chociaż trochę sympatii wobec autora, powinien się właściwie cieszyć z zaniedbania, świadczy ono bowiem o tym, że autor ma różne ciekawe rzeczy do roboty, które musi robić w czasie zazwyczaj przeznaczonym do dzielenia się swoimi przemyśleniami na temat życia z czytelnikami. Mam nadzieję bowiem, że Czytelnicy nie pomyśleli nawet przez chwilę, że dostałem strasznej chandry i ból istnienia tak mnie przytłoczył, że nie jestem w stanie zwlec się z łóżka, a co dopiero siąść do komputera.
A ostatnio działo się, oj działo. Gdy już otrząsnąłem się ze świątecznego lenistwa, dopadło mnie zło w czystej postaci: sesja. I to nie taka miła, przyjemna sesja, do której jestem przyzwyczajony na filozofii, ale taka straszna, 5 egzaminów, w większości strasznie kobylastych. Co gorsza, na większości z nich za cholerę nie dało się ściemniać. No bo powiedzcie, jak tu ściemniać na egzaminie z niderlandzkiego? Trzeba by po niderlandzku, czego dokonanie implikuje łatwe zdanie egzaminu samego w sobie. Sesja, prócz rzeczy objętych programem, nauczyła mnie kilku rzeczy:
Tyle dobrego na teraz, o urlopie w Polsce -- w następnym poście.
A ostatnio działo się, oj działo. Gdy już otrząsnąłem się ze świątecznego lenistwa, dopadło mnie zło w czystej postaci: sesja. I to nie taka miła, przyjemna sesja, do której jestem przyzwyczajony na filozofii, ale taka straszna, 5 egzaminów, w większości strasznie kobylastych. Co gorsza, na większości z nich za cholerę nie dało się ściemniać. No bo powiedzcie, jak tu ściemniać na egzaminie z niderlandzkiego? Trzeba by po niderlandzku, czego dokonanie implikuje łatwe zdanie egzaminu samego w sobie. Sesja, prócz rzeczy objętych programem, nauczyła mnie kilku rzeczy:
- W trakcie sesji dużym błędem jest dawanie się ponieść fascynacji poznawczej nowym (bądź starym, ale dawno nieużywanym) językiem programowania. O ile z Prologa miałem egzamin, o tyle z Pythona, Haskella ani Smalltalka nie. Pisanie silnika (silniczka?) Wiki w Pythonie dwa dni przed najcięższym egzaminem jest po prostu niewybaczalne. (O miodności Pythona niech świadczy to, że dało się to zrobić na tyle szybko, że zdążyłem się jeszcze trochę pouczyć.)
- Egzaminatorzy w Polsce i w Belgii mają bardzo różne podejścia do życia. Na przykład, w Polsce nikomu by nie przyszło do głowy zadawać te same pytania przez kilka lat pod rząd. W Belgii założenie: “To było w zeszłym roku, więc nie ma sensu jakoś strasznie mocno się tego uczyć” to prosta droga do nieszczęścia.
- LaTeX i Emacs rządzą światem. Od kiedy spróbowałem AUCTeX-a, nie chcę edytować plików TeX-owych w niczym innym -- pomyślecie choćby o podglądzie na żywo formuł matematycznych.
Tyle dobrego na teraz, o urlopie w Polsce -- w następnym poście.
Long time, no see (bo sesja była)
Tak, zaniedbanie bloga to rzecz karygodna -- nie wolno robić przykrości wiernym Czytelnikom. Z drugiej jednak strony, jeżeli Czytelnik czuje chociaż trochę sympatii wobec autora, powinien się właściwie cieszyć z zaniedbania, świadczy ono bowiem o tym, że autor ma różne ciekawe rzeczy do roboty, które musi robić w czasie zazwyczaj przeznaczonym do dzielenia się swoimi przemyśleniami na temat życia z czytelnikami. Mam nadzieję bowiem, że Czytelnicy nie pomyśleli nawet przez chwilę, że dostałem strasznej chandry i ból istnienia tak mnie przytłoczył, że nie jestem w stanie zwlec się z łóżka, a co dopiero siąść do komputera.
A ostatnio działo się, oj działo. Gdy już otrząsnąłem się ze świątecznego lenistwa, dopadło mnie zło w czystej postaci: sesja. I to nie taka miła, przyjemna sesja, do której jestem przyzwyczajony na filozofii, ale taka straszna, 5 egzaminów, w większości strasznie kobylastych. Co gorsza, na większości z nich za cholerę nie dało się ściemniać. No bo powiedzcie, jak tu ściemniać na egzaminie z niderlandzkiego? Trzeba by po niderlandzku, czego dokonanie implikuje łatwe zdanie egzaminu samego w sobie. Sesja, prócz rzeczy objętych programem, nauczyła mnie kilku rzeczy:
Tyle dobrego na teraz, o urlopie w Polsce -- w następnym poście.
A ostatnio działo się, oj działo. Gdy już otrząsnąłem się ze świątecznego lenistwa, dopadło mnie zło w czystej postaci: sesja. I to nie taka miła, przyjemna sesja, do której jestem przyzwyczajony na filozofii, ale taka straszna, 5 egzaminów, w większości strasznie kobylastych. Co gorsza, na większości z nich za cholerę nie dało się ściemniać. No bo powiedzcie, jak tu ściemniać na egzaminie z niderlandzkiego? Trzeba by po niderlandzku, czego dokonanie implikuje łatwe zdanie egzaminu samego w sobie. Sesja, prócz rzeczy objętych programem, nauczyła mnie kilku rzeczy:
- W trakcie sesji dużym błędem jest dawanie się ponieść fascynacji poznawczej nowym (bądź starym, ale dawno nieużywanym) językiem programowania. O ile z Prologa miałem egzamin, o tyle z Pythona, Haskella ani Smalltalka nie. Pisanie silnika (silniczka?) Wiki w Pythonie dwa dni przed najcięższym egzaminem jest po prostu niewybaczalne. (O miodności Pythona niech świadczy to, że dało się to zrobić na tyle szybko, że zdążyłem się jeszcze trochę pouczyć.)
- Egzaminatorzy w Polsce i w Belgii mają bardzo różne podejścia do życia. Na przykład, w Polsce niekomu by nie przyszło do głowy zadawać te same pytania przez kilka lat pod rząd. W Belgii założenie: “To było w zeszłym roku, więc nie ma sensu jakoś strasznie mocno się tego uczyć” to prosta droga do nieszczęścia.
- LaTeX i Emacs rządzą światem. Od kiedy spróbowałem AUCTeX-a, nie chcę edytować plików TeX-owych w niczym innym -- pomyślecie choćby o podglądzie na żywo formuł matematycznych.
Tyle dobrego na teraz, o urlopie w Polsce -- w następnym poście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)